Kolekcjoner

Tytuł wydaje się być konkretny – informuje, z kim mamy do czynienia. Może też być zwodniczy, bo w pamięć kieruje nas do „Kolekcjonera”, amerykańskiego thrillera z 1997 roku. Ale bez obaw – Andrzej Majewski to koniński „Kolekcjoner”, który już w pierwszym zdaniu swojej książki mówi: „Zbieram wspomnienia”.

Od dawna było oczywistym, że Andrzej Majewski: gitarzysta, pedagog, organizator i popularyzator życia muzycznego, jest kolekcjonerem. Potwierdzał to w każdej kolejnej książce (a wydał ich już dziewięć). W każdej z nich zdarzenia, daty, postaci układały się, jak porządna kolekcja, w kronikę Konina, w szczególności Konina muzycznego. Teraz przyszedł czas na „rozmaite przedmioty z czasów minionych”, które „od wielu lat gromadzę”, bo „ja ich potrzebuję. Nazywam je stymulatorami dobrej pamięci”.

Drogi Autorze, nie tylko Ty ich potrzebujesz i nie tylko dla Ciebie są one dobrymi stymulatorami. Każdy jest kolekcjonerem, ale zaczyna to doceniać (bywa) za późno. Tak czy siak, są „stymulatorami”. Dlatego żałuję, że nie byłem na promocji „Kolekcjonera” Andrzeja Majewskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zofii Urbanowskiej (w czerwcu 2026). Zwłaszcza, że towarzyszyła jej wystawa „Pamiątek z PRL-u” (w ramach cyklu „Zbieram, więc jestem” organizowanego przez MBP). Za to kiedy książka trafiła już w moje ręce, trudno było się od niej oderwać.

Ma „Kolekcjoner” podtytuł: „Zatrzymane w kadrze”. Ów „kadr” to z jednej strony kolekcjonerskie trofea sfotografowane przez Franciszka Kupczyka, z drugiej wspomnienia Majewskiego, w których „tropię zapachy, łowię dźwięki i tęsknię za smakami dzieciństwa”. Zatem na początek sprzęt fotograficzny: aparaty Start, Zorka 5, Zenith, Druh, Ami…a potem wspomnienia do czego sprzęt służył, jak działał i co trzeba było zrobić, by zdjęcia zrobić – począwszy od pstryknięcia migawki, po wywołanie obrazu. To „zatrzymane w kadrze” emocje, które towarzyszyły każdemu, kto miał koreks, powiększalnik Krokus, kuwety z chemicznymi odczynnikami i łazienkę pełniącą rolę ciemni fotograficznej. I sekundy pełnego napięcia oczekiwanie – co się pokaże na światłoczułym papierze.

W ten sposób Andrzej Majewski prowadzi nas przez swoje zbiory, skrupulatnie posegregowane, uporządkowane. Dodatkowo opatrzone „kadrami” zapachów, dźwięków, smaków, będących wspomnieniem minionego (czyżby?) Konina. Dużo w tym nostalgii (to nie zarzut, to przywilej), ale także faktografii i dowcipu. Andrzej Majewski jest bowiem obserwatorem (i kolekcjonerem) ludzkich zachowań, słabości, też nadęcia, by nie powiedzieć nabzdyczenia. Pisze: „W tym momencie oprócz rozczulających wspomnień, wpadam w irytację, bowiem przypominam sobie, że bez to nie bez, a lilak (jak to brzmi: Kiedy znów zakwitną, białe… lilaki?), akacja nie jest akacją, a robinią, kasztan jest tylko kasztanowcem, długonogie pająki korsarze to nie pająki, a pajęczaki. Dobija mnie informacja, że orzeł bielik nie jest orłem. Pochodzi z jastrzbiowatych, a jeśli tak, to w herbie mamy jastrzębia. To tak trochę, jak z samochodowymi światłami, wszyscy mówią długie i krótkie, zaś mędrcy: drogowe i mijania”.

Kto powinien sięgnąć po „Kolekcjonera” Andrzeja Majewskiego? Starsi, by przypomnieć sobie „czar” życia codziennego sprzed co najmniej trzydziestu lat. Życia wielokolorowego: „Postrzegam tamte dekady kolorami, lata pięćdziesiąte – czerwony, sześćdziesiąte – zielony, siedemdziesiąte – różowy, osiemdziesiąte – czarny. Nigdy temu oglądowi nie towarzyszyła jedna barwa – i niech tak zostanie”. A co z młodszymi? Nie będę niczego radził, by nie wyjść na dziadersa. Chociaż… oni też będą kiedyś „starsi” i też będą mieli swoje kolekcje, choć zapewne inne.

Jest jeszcze jeden zbiór, który w „Kolekcjonerze” znalazł się (chcę wierzyć) przypadkowo. W żadnej mierze nie pasuje on do pasji zbierackiej Autora, ani działalności wydawcy „Kolekcjonera”, Wydawnictwa Setidava Miejskiej Biblioteki Publicznej w Koninie. Trudno jednak tego „zbioru” nie zauważyć. Jego tropiciele zacząć mogą od czwartej strony okładki, następnie przeskoczyć na stronę 116 a potem… Niech komentarzem do niego będzie „Zatrzymane w kadrze” ze strony 52.

Andrzej Dusza

Zdjęcia: Mirosław Jurgielewicz