Kobiety i mężczyźni, wszyscy z Konina i okolicy, wszyscy z pasjami. Na spotkanie z nimi zaprosili organizatorzy już 18. edycji projektu Konin Miasto Kobiet! To prawdziwy maraton, na który w dniach 4-8 marca br. złożyło się aż 61. wydarzeń, pełnych kobiecej energii, spotkań i inspiracji. My trafiliśmy do Kino Cafe w CKiS-Dom Kultury Oskard, by posłuchać ludzi z pasją.
Na początek był… mężczyzna – Tadeusz Grzejszczak wykonał piosenkę Seweryna Krajewskiego „Nie jesteś sama”:
Nie jesteś sama nie jesteś sama
Uwierz w siebie uwierz w ludzi uwierz w nas
Wokalista okazał się być nauczycielem fizyki w konińskim III Liceum. Odpytywany przez Annę Pilarską i Bartłomieja Nowakowskiego przyznał, że choć uczy fizyki, to jednak „piosenka jest moją pasją”. Docenia, że uczniowie przyznali mu tytuł „Nauczyciela Charyzmatycznego”, ale też nie da się ukryć, że „moje lekcje to często monodram”. Pasja wokalna zaczęła się w 2009 roku, kiedy skrzyknął grupę uczniów i zorganizowali w szkole koncert z piosenkami Grechuty. – Choć byli na początku sceptyczni, to wiem, że do dzisiaj wielu z nich śpiewa – mówił prof. fizyki. Przyznaje, że ma coś z barda: – Najbardziej lubię śpiewać piosenki Boba Dylana, Leonarda Cohena, trochę Niemena no i Starego Dobrego Małżeństwa.
Nie wiemy, gdzie tego ostatniego zespołu „Bieszczadzkie anioły” doprowadziły Tadeusza Grzejszczaka (razem z żoną), ale pewne jest, że jego drugą pasją są góry. Temu zwolennikowi tradycyjnych map papierowych do pokonania został jeszcze jeden szczyt z 28. zaliczanych do Korony Gór Polskich. A co z piosenką? – Nadal kształcę się muzycznie w Studio My Voice w Starym Mieście i nagrałem pierwszy singiel „Tango o północy”. No i nadal uczę fizyki…
Agnieszka Strzykała ma dwie pasje. Pierwszą jest fotografia, „bo tata robił zdjęcia i przychylnie patrzył, kiedy zaczęłam wykorzystywać jego aparat”. Fotografia stała się pasją, kiedy w 2009 roku zaczęła fotografować Konin: – Nie mogłam słuchać utyskiwań, że w tym mieście nic się nie dzieje. Zaczęłam walczyć, przy pomocy aparatu, z tymi komunałami. Bardzo też lubię śledzić i dokumentować, ostatnio coraz częściej wykorzystując dron, jak miasto się zmienia. Bywa, że tak wykonane zdjęcia w wielkie zakłopotanie wprawiają widzów, także „prawdziwych” koninian, nie potrafiących zlokalizować sfotografowanych miejsc…
A druga pasja? – Oświetlanie domu na święta Bożego Narodzenia. Zaczęliśmy to robić w 2012 roku. Może to był wpływ amerykańskich filmów, a może także zauważyliśmy, że coraz mniej domów jest na święta dekorowanych. Mamy już możliwości, więc bywa, że na konińskim „Heimacie”, gdzie mamy dom, uliczki są poblokowane, bo tyle mieszkańców przyjeżdża, by oglądać te nasze iluminacje, złożone z tysięcy światek.
– Czy wszystkie drogi prowadzą do Rzymu? – pytali Marię Zaleską-Jaskot prowadzący spotkanie „Z pasją”. – Nie, odwrotnie, to wszystkie drogi zaczynają się w Rzymie Znamy się dłużej niż liczy sobie rzymski Panteon. Nasza miłość do Włoch zaczęła się właśnie w Rzymie. Dziś pokazujemy go innym – odpowiadała certyfikowana przewodniczka po Rzymie i Watykanie.
Jak twierdzi, „pasję do historii odziedziczyłam po ojcu, pasję do sztuki po mamie”. Zobaczenie Rzymu, ba – może nawet mieszkanie w nim, zawsze się jej marzyło, ale jak to bywa z marzeniami najpierw trafiła do Paryża. „To nie była moja bajka”, więc jednak „Rzym i poznałam męża”. A zatem po kolei: studia w zakresie turystyki na poznańskiej AWF, odchowanie trzech córek i w międzyczasie „bycie przewodniczką po Polsce. Ale zawsze marzyłam o Rzymie”.
– By zostać certyfikowana przewodniczką w Rzymie i Watykanie, trzeba zdać bardzo trudne włoskie egzaminy. Tam zawód przewodnika jest traktowany niezwykle poważnie. Zdałam, także dzięki wsparciu męża, który znał moje marzenia i wspierał w ich realizacji. Uczestnikom wycieczek staram się Rzym opowiadać, a nie tylko po nim oprowadzać.
Coraz częściej robi to ze wspólniczką, też Marią, ale mieszkającą we Francji. Działają pod szyldem Italia.con.maria. Są do siebie tak podobne, że można odnieść wrażenie, że to siostry: – Znamy się dłużej niż liczy sobie rzymski Panteon. Nasza miłość do Włoch zaczęła się właśnie w Rzymie. Dziś pokazujemy go innym. Czasami słyszę pytanie: nie znudzi się pani pokazywanie tylko Rzymu? To się nie da „znudzić”, bo pokazujemy też inne regiony Włoch i Francji. A ponadto Rzym jest miastem tak pasjonującym, że chciałabym się w nim kiedyś… zgubić.
O ile pasja Marii Zaleskiej-Jaskot trwa już około 35 lat, to piosenkarska pasja Mateusza Maćczaka zaczęła się bardzo niedawno. Na scenie Kino Cafe mogliśmy usłyszeć jego pierwszy, pełen emocji singiel „Nie strzelaj”, do którego napisał tekst i muzykę. – Choć pochodzę z Malanowa, w powiecie turkowskim, to zaczynałem od nauki gry na gitarze w Studio My Voice w Starym Mieście, gdzie zauważono we mnie zdolności wokalne. I wystartowałem w telewizyjnej „Szansie na sukces”, którą w 2024 roku wygrałem. To było dla mnie takim kopem motywacyjnym. Efektem jest singiel, ale nadal uczę się w Studio My Voice.
– Czy masz marzenia? – dopytywali prowadzący spotkanie. – Chciałbym, żeby w moim życiu było więcej muzyki.
By pokazać swoje możliwości wokalne, dla uczestników spotkania wykonał utwór Lady Gaga „Million Reasons”. Cóż, warto tego chłopaka i jego głos zapamiętać.
Dla Ryszarda Sławińskiego i Katarzyny Sławińskiej dziennikarstwo jest zawodem i pasją. Ryszard Sławiński zaczął pisanie będąc jeszcze studentem V roku polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Wspominał: – Dostałem wtedy pierwszą dobą szkołę od starych lwowskich dziennikarzy. Jego córka, Katarzyna, nigdy o dziennikarstwie nie marzyła: – W liceum byłam na profilu biologiczno-chemicznym, studiowałam w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego, próbowałam tłumaczeń, ale ostatecznie ukończyłam dziennikarstwo w Missouri School of Journalism, University of Missouri. Pracę dziennikarską zaczynałam we wczesnych latach 90. najpierw w Radiu Wawa, potem trafiłam do Radia Kolor. To były nie tylko dla mnie formacyjne lata. Doskonale pamiętam na przykład niekończące się rozmowy z Mannem i Materną. Można się było duuużo nauczyć, właściwie wszystkiego od podstaw. No i wiele drzwi było otwartych. W 1997 roku trafiłam do działu zagranicznego „Faktów” TVN.
Katarzyna Sławińska przez dwa lata (2004-2006) pracowała jako korespondentka programu w Waszyngtonie. – To był fantastyczny czas, bez Internetu, bez Facebooka. Zjeździłam Stany Zjednoczone od Waszyngtonu, po Hawaje i Alaskę, nadając korespondencję czasami raz na tydzień i to, bywało, całkowicie oderwaną od tak zwanych bieżących wydarzeń. Bo trzeba pamiętać, że wówczas jeden przekaz live kosztował około tysiąca dolarów! To jednak dawało nam czas na pracę.
Dla TVN relacjonowała wybory i zaprzysiężenia kolejnych prezydentów USA, huragany, starty wahadłowców, pokazywała amerykańskie osobliwości. Była w Londynie na królewskim ślubie i w Chile, gdy ratowano uwięzionych pod ziemią górników. Od 2006 roku przybliża świat głównie z Warszawy.
– Wróciłam… z samotności. Owszem, wyjazdów mi troszkę brakuje, ale jak zostałam mamą przestałam jeździć. Córka ma 12 lat. Trzeba się nią opiekować, zwłaszcza, że jej tata też jest dziennikarzem, kiedyś wojennym, teraz mocno zaangażowanym w publicystykę międzynarodową.
Ryszard Sławiński, dziennikarz od lat sześćdziesięciu, także senator RP, pytany co najbardziej ceni w dziennikarstwie, także uprawianym przez córkę, mówi, że: – Odpowiedzialność za słowo. Tak było w czasie, gdy kierowałem „Przeglądem Konińskim”, tak jest także dzisiaj. Faktem jest, że wówczas pracowaliśmy w innych warunkach, ale decydowała bliskość z czytelnikami. Gdy tygodnik ukazywał się we wtorek rano, to już w południe wiedzieliśmy, co sknociliśmy. Owszem, unikaliśmy pojedynkowania się z cenzorami, bywało, że z nimi wygrywaliśmy, ale były też przykrości. Z perspektywy czasu – pewnie wielu tekstów bym nie napisał. Ale kiedy dzisiaj ktoś mi mówi, że nie uprawialiśmy niezależnego dziennikarstwa, to zawsze się pytam: od kogo? od czego? Szczególnie, gdy patrzę co dzisiaj ci niezależni wyrabiają w Internecie.
Katarzyna: – Tacie zazdroszczę ogromnej ciekawości świata. To cecha najważniejsza w dziennikarstwie. Tata nie zatrzymuje się i to go utrzymuje w formie. No i na dodatek został koło osiemdziesiątki strażakiem! Do twarzy mu w tym mundurze.
Ryszard: – Wprawdzie honorowym, ale tytuł nadała mi konińska OSP Starówka.
Na dziennikarstwie się jednak świat Ryszarda i Katarzyny nie kończy.
Ryszard: – Pasją jest Chopin. W 2002 roku założyłem, z grupą pasjonatów, koło Towarzystwa imienia Fryderyka Chopina w Żychlinie. Przez lata pracy w TIFC Żychlin stał się jeszcze jednym z ważnym punktem kultu chopinowskiego w Polsce. W lutym przyszłego roku będziemy obchodzili 25-lecie i zapewne uczcimy to w godny sposób. Jako ciekawostkę podam, że 2004 roku na pierwszy koncert chopinowski w Żychlinie przyszło 40 osób. Dzisiaj trzeba zaproszenia „zdobywać”, bo i koncertują u nas muzycy nieprzeciętni. A kolejną moją pasją jest bieganie. Dzisiaj przed południem z Kasią biegaliśmy po Puszczy Bieniszewskiej.
Katarzyna: – Biegam od zawsze, nawet maraton przebiegłam po dojściu do formy po ciąży. Ale Konin najbardziej kocham za jezioro. Zawsze kiedy tu jestem, także z córką, jedziemy nad jezioro. Bliskość puszczy i jeziora – to atut Konina nie do przecenienia.
Andrzej Dusza
Zdjęcia: Mirosław Jurgielewicz


